Informacje

  • Wszystkie kilometry: 75359.88 km
  • Km w terenie: 2686.53 km (3.56%)
  • Czas na rowerze: 126d 02h 07m
  • Prędkość średnia: 24.12 km/h
  • Suma w górę: 352578 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jurektc.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Piątek, 6 stycznia 2012 Kategoria Holandia

Trasa nr.2 - Hellevoetsluis- Oostvoorne

Obudziłem się o 13.00 Za oknem ładna pogoda słońce świeci a co najważniejsze nie wieje, • więc trzeba odpalić rowerek i zrobić parę kilometrów do statystyk hehehe.
Tym razem padło na Oostvoorne.





Wybrałem traskę przez Rockanje żeby po drodze wpaść na morze i nawdychać się jodu 





Trasa płaska jak stół, wszędzie ścieżki rowerowe, a nawet zdarzyło mi się jechać lasem, co tutaj jest rzadkością, więc fajnie i przyjemnie się jechało. W drodze powrotnej w Rockanje skręciłem na plaże i po piachu przy samiutkiej wodzie około 4 km snułem się w kierunku domku.
Ponieważ brakowalo mi kilkaset metrów, do 30 więc starym indiańskim sposobem pokręciłem się w kółeczko i już moglem wracać do domku.Hehehe
  • DST 30.88km
  • Czas 01:28
  • VAVG 21.05km/h
  • VMAX 32.91km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 stycznia 2012 Kategoria Holandia

Trasa nr.1 - Wrota Europy

Po długiej przerwie w ujeżdżaniu rowerka nadszedł czas na zmiany. Nadarzająca się okazja do systematycznego odpoczynku po pracy skłoniła mnie do zabrania roweru ze sobą . Chwila długo oczekiwana, nadszedł czas na zmiany.
Mimo ze podróż była wyczerpująca bo az 15 godzin spedzonych w busie z uśmiechem na gębie o 1.30 w nocy składałem rowerek aby z rana śmignąć w pierwsza zaplanowaną podróż po Holenderskich ścieżkach.
Cel- Wrota Europy.


Traska niezbyt wymagająca i stosunkowo nie długa. Zapakowałem bidon picia i o 11.10 ruszyłem w drogę. Wcześniej wykułem traskę na pamięć co by zdążyć przed nocą :) do pracy.
Ostatnio Holandię nawiedzają straszne wiatry ale tym razem nic nie było mnie w stanie odwieść od planów. Zresztą co to wiatry, ostatnie dwa tygodnie non stop padało a tu dzień wyjazdu i słoneczko.
Przez pierwsze 31 km jechało się wybornie wiatr boczny albo właściwie go nie było bo nie czułem, ale chyba dla tego że pchał mnie jak szalony do przodu. Prędkości przelotowe były znaczne a zapewne nie można to przypisać mojej formie bo daleko mi do niej.



Tak że, robiąc częste przerwy na filmowanie dotarłem spokojnie i szczęśliwie do celu. Posiedziałem parę minut napiłem się odpocząłem i czas było już wracać.
Przez pierwsze kilometry drogi powrotnej było jeszcze całkiem normalnie mimo że jechałem samiuśkim cyplem wiatr jeszcze mi sprzyjał. Horror zaczął się na 42 km. Do domku pozostało mi 20 km a wiatr zabierał mi drobinka po drobince życie. Tak nie miłosiernie wiał w twarz że parę razy miałem już ochotę zsiąść z mej klaczy i się rozpłakać. Ostatnie 15 km pokonywałem z prędkością 11-15 km /h. Mięsnie były tak rozgrzane że aż mnie paliły od środka. Picie się skończyło już dawno, sklepu tzw. rodzinnego nie uświadczysz a najbliższy market dopiero za 10 km. Wlekłem się resztkami sił i rozmyślałem co kupie co zjem co się napije jak dojadę do sklepu.
Tym razem padło na kebaba i Colę. Czułem jak z każdym kęsem wraca mi energia i życie.
Ostatnie kilometry może nie szybciej ale bardziej szczęśliwie jechałem do domku. Wiatr nie dawał za wygraną ale teraz miałem go już głęboko w d…. .
Wiedziałem że dotrę do celu. Heheheh
  • DST 62.25km
  • Czas 03:10
  • VAVG 19.66km/h
  • VMAX 35.71km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 10 grudnia 2011

na próbę

  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 listopada 2011 Kategoria Traski TC_TEAM

Z klega :D

I tym razem w doborowym towarzystwie po kilku tygodniowej przerwie spotkałem się z Misiaczem na snuciu się po mieście.


Właściwie więcej było tu rozmowy załatwiania spraw i pikniku niż jeżdzenia, ale jak to w zyciu wszystko ma swoje miejsce i czas. A że czasu na jeżdzenie nie ma, wiec coraz częściej spotykam się z kolegami w pubach zamiast na rowerach. ( choć to tez ma swoje dobre strony).


Tym razem pojechaliśmy na głębokie a w drodze powrotnej zobaczyliśmy postep pracy na ulicy Arkońskiej. Wygląda na to że chłopaki robia kawał dobrej roboty.
Do tego Misiacz zaliczył sentymentalny powrót do młodych lat :D:D i w geście rozczulenia pomógł starszemu panu przy jego wózeczku.


Czas wolny zbliżał się do końca więc skoczyliśmy jeszcze zobaczyć miejsce naszego czwartkowego „rowerowego” spotkania i na tym wycieczka się zakończyła.
  • DST 26.89km
  • Czas 01:52
  • VAVG 14.41km/h
  • VMAX 42.45km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 16 września 2011

Przyjemność z zjazdy

Jako że jestem tuz tuż przed wyjazdem w delegacje postanowiłem jeszcze co nieco wykrecić.W tempie spacerowym po lasku arkońskim z MIsiaczem krecilismy sie jak snuje :)
Właściwie to pojechalismy zobaczyc postepy w budowie ścieżki rowerowej Tanowo-Police no i zobaczylismy :):)
Ścieżka sie buduje jakby chciała a nie mogła,a jedyne co cieszy to fakt że sie buduje .
  • DST 37.69km
  • Czas 02:01
  • VAVG 18.69km/h
  • VMAX 35.71km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 14 września 2011

Ujezdzanie Jurka

#lat=53.47538&lng=14.49852&zoom=11&type=2

Miał być spacerek a wyszło jak zawsze. W wielkim skrócie jest to podsumowanie dzisiejszej wycieczki.
Ale po kolei.
Po kolejnej długiej przerwie tym razem pięciotygodniowej wsiadłem na rowerek aby rozkręcić stare kości. Jak zawsze dobrym kompanem do tego typu wypadów był Misiacz. Ale niestety był 
Umówiliśmy się pod trzema ptakami na jasnych błoniach (nazwa zapożyczona od Misiaczka)
Nim cokolwiek zaplanowaliśmy otrzymałem telefon ze sklepu rowerowego ze przyszedł rowerek co do którego miałem pewne plany 
A więc tempem spacerowym udaliśmy się do tego sklep.
Rowerek Kellysa wizualnie prezentuje się bardzo ładnie ale parę rzeczy nadaje się od razu do wymiany. I niestety troszkę mnie to od niego odepchnęło. Żeby nie wszystko było na nie w sklepie spotkaliśmy Piotrka G286…….. to miał być ten plus, ale na minus to, że Piotrek miał chęć się gdzieś przejechać a to dla mnie nic dobrego nie wróżyło.
Obraliśmy kierunek Głębokie bo bezpiecznie i spacerowo przez lasek. W końcu jestem na podwójnym antybiotyku a i przerwa pięciotygodniowa formy nie buduje.
Tak więc spokojnie jechaliśmy gawędziliśmy, po prostu milo spędzaliśmy czas. Jeszcze do Pilichowa było całkiem fajnie, ale od Pilichowa na czoło wyszedł Herr Koks Misiacz i fajne się skończyło 
Ten na pół człowiek na pół niedźwiedź- czyli Misiacz, rozkręcił swój pojazd do 37 km/h i tak się rozkręcił ze z ledwością zauważył zjazd na Bartoszewo.
Z Bartoszowa do Sławoszewa na prowadzenie wyszedł Piotrek i zmieniło się tempo do rozsądnego 32 km/h i tak było az do Dobrej. Do momentu gdy Herr koks Misacz znudzony tak powolnym tempem wyszedł na prowadzenie i przycisnął do 40 km/h az do Wołczkowa.
Zapewne w trosce o moje zdrowie żebym nie zmarzł hehehe
Od Wołczkowa do Głębokiego znów Piotrkowi coś się przestawiło i doprowadził mnie prawie do omdlenia trzymając prawie tempo 35 km/h (Boże co ci ludzie jedzą że maja taki Power )
Na Głębokim prawie omdlały dostałem od Misacza magiczny napój który sprawił że szczęśliwie dojechałem do domku.

Zapewne Herr Koks Misiacz napisze że to nie on, ale on już w tym opętaniu nie wie że TO ON !!!!
Heheheheheheehhe
Hahahahahaha

Pozdrawiam.
  • DST 47.58km
  • Czas 02:14
  • VAVG 21.30km/h
  • VMAX 43.26km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 lipca 2011 Kategoria Wyprawy

Słubice -Szczecin

Słubice-Szczecin
Dzień trzeci.

<a href="" title="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 3"><img src="http://www.gpsies.com/images/linkus.png" border="0" alt="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 3" /></a>


Wyglądało w końcu że mamy troszkę szczęścia i dzisiaj deszcze nie będzie. Wreście w suchych ciuchach ruszamy do sklepu po towarek na drogę. Wcześniej nie napisałem że wczoraj wjeżdżając do Frankfurtu złapałem kolejnego flaka ale był jakiś taki nie mrawy i udało mi się dojechać na nim do hotelu. Uzgodniliśmy że rano przed wyjazdem zakleję gumę i ruszymy w traskę. Tak też zrobiłem. Rano dopompowałem koło i podjechałem do stacji przy sklepie. Chłopaki robili zakupy a ja pilnowałem rowerków i kleiłem gumę.
Wszystko było by fajnie gdyby nie zaczęło padać. Znów deszcz.
Wyglądało że z guma jest wszystko ok. więc ruszyliśmy w drogę. Niestety nie na długo. Coś poszło nie tak i już po paru kilometrach znów był flak. Następna stacja następne klejenie. Dokładne sprawdzenie opony zaklejenie dętki napompowanie na Maksa i czas w drogę. Długo nie pocieszyłem się napompowanym kołem :):)
Tym razem żarty się skończyły. Mało mnie szlag nie trafił a rowerek chciałem już skopać i wypier… go do rowu. Złość wychodziła mi uszami.
Znaleźliśmy z Gadzikiem uszkodzone miejsce na oponie więc nakleiłem łatkę na oponę i zakleiłem dętkę. Czas było ruszać i nadrabiać stracony czas.
Pociskaliśmy dosyć ostro robiąc krótkie przerwy co 50 kilometrów. Tak więc szybko zbliżaliśmy się do Szczecina. O dziwo sprzeciwów nie było . Jak zawsze Gadzik na przodzie zapodawał tempo. A nam jechało się wyśmienicie za jego plecami.:)
I tak dotarliśmy do Stuetzkow gdzie czekali na nas Misiacz,Monter61 i Rudzielec102.



Trzeba powiedzieć że było to miłe.
Zrobiliśmy parę wspólnych fotek i ruszyliśmy dalej.
Różne głupawki mieliśmy na ostatnich kilometrach, tak więc nóżki się rozgrzały na maksa.
Na rondzie Hakena zebraliśmy się w kupę i machnęliśmy sobie wspólna fotę. Potem się pożegnaliśmy i rozjechaliśmy.



Podsumowując powiem że trasa jest bardzo malownicza i cieszy oko. Grupa była zgrana i czas z nia spędzony uważam za udany.
Jedyne czego brakowało to klasycznego zwiedzania, ale gdy jest do przejechania prawie 600km w trzy dni to niestety tak musiało być.
Następnym razem będzie lepiej cieplej i więcej dni przeznaczymy na wycieczkę.
Dzięki wszystkim.
A na koniec powiem jeszcze że nastepnego dnia rano miałem dwa flaki hahahaha
Tak więc zapierdzielam do sklepu po nowe oponki.
  • DST 195.90km
  • Czas 08:08
  • VAVG 24.09km/h
  • VMAX 48.17km/h
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 lipca 2011 Kategoria Wyprawy

Zgorzelec-Słubice

Dzień drugi.
Zgorzelec-Słubice

<a href="" title="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 2"><img src="http://www.gpsies.com/images/linkus.png" border="0" alt="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 2" /></a>

Wstaliśmy o 5.30
Ciuchy jeszcze były mokre po wczorajszej ulewie a za oknem ciąg dalszy deszczu :(. Nie buduje to dobrej atmosfery a ten kto przebywał kiedyś z Gadem to wie że nie ma złej pogody i nie ma złych warunków. A uśmiech na gębie to rzecz święta.
O 7.00 otwierają sklep dla biedaków wiec grzecznie czekaliśmy przed drzwiami jak za dawnych dobrych czasów :) poprawiając co nieco przy rowerach i je smarując.
Kilometry przejechane w deszczu i wietrze powinny liczyć się podwójnie :) tylko i tak w niczym by to nam nie pomogło. Deszcz lał cały dzień woda wlewała się za kurtki i wylewała rękawami. Wiatr nie oszczędzał. Istne szaleństwo. Może i dla tego Marek zdecydował zakończyć trasę. A ja prawie nie wyciągałem aparatu :):)Odłączył się od nas i pojechał na pociąg do Berlina. A my dalej jak te małe mróweczki pracowaliśmy dalej nad swoim sukcesem. Przemoknięci i zmarznięci bo było tylko 14 stopni gdzieś w wiacie autobusowej przebieramy się i odgrzewamy flaczki na Gadowej kuchence turystycznej. Troszkę to nas przywróciło do życia.
Ciuszki co prawda długo suche nie były ale zawsze te parę minut było ciepło :)
Najpiękniejszym miejscem na odcinku Zgorzelec- Słubice nie wątpliwie okazał się Bad Muskau. Będzie widać go na filmiku.(jak zamieszczę :):)) Miejsce godne polecenia .Było jeszcze jedno fajne miejsce tylko nie pamiętam gdzie, ale przynajmniej zrobiłem fotkę.





Dalej to tylko jazda i deszcz.
Przed samym Frankfurtem wylała Odra i musieliśmy parę kilometrów nadłożyć bo zalało nam ścieżkę. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni :):)



Zrobiliśmy małą przerwę i przynajmniej był czas zadzwonić do ojca Misiacza aby znalazł nam kwaterę w Słubicach .No i znalazł :):)
Tak więc pojechaliśmy pod wskazany adres. Tym razem było to miasteczko akademickie na ul.Piłsudzkiego.
I tym razem było już po 20.00
Pani z recepcji była bardzo miła znalazła nam ciepłe miejsce w kotłowni na nasze rowerki i mokre ciuszki a nam dała pokoiki 2 i 3 osobowe z łazienkami. Kuchnia wspólna na korytarzu.
I znów walka z czasem bo zaraz zamykają sklep.:)
Teraz czas na jedzenie no i oczywiście wspólne podsumowanie dnia przy piwku :):)
  • DST 208.55km
  • Czas 09:27
  • VAVG 22.07km/h
  • VMAX 42.06km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 lipca 2011 Kategoria Wyprawy

Szklarska Poręba-Zgorzelec

Dzień pierwszy
Szklarska Poręba Górna – Zgorzelec
<a href="" title="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 1"><img src="http://www.gpsies.com/images/linkus.png" border="0" alt="GPSies - Trasa Odra-Nysa_Lipiec 2011_dzień 1" /></a>

Po wypakowaniu rowerów z pociągu mordeczki mieliśmy wesołe bo słoneczko pięknie świeciło. Humorki dopisywały a pragnienie jazdy aż się wylewało z naszych kolan :):)
Na początek piękny zjazd z dworca do głównej ulicy Szklarskiej a później to już tylko podjazdy i podjazdy.
Pierwszą część podjazdu czyli około 7km ze Szklarskiej do Jakuszyc pokonaliśmy w bardzo spokojnym tempie bo około 12 km/h . Nikt się nie wychylał czy tez na początek nie chciał się zmęczyć :) więc jechało się pomału ale bardzo przyjemnie i osiągnęliśmy pułap 885mnpm.
Na przejściu w Jakuszycach zrobiliśmy wspólna fotę



Posililiśmy się batonikiem czy tez jakimś wspomagaczem :) i dalej w drogę.
Na szczęście czekała na nas teraz nagroda, czyli cudowny zjazd do Harrachova. Nie wiem jakie jest tam nachylenie ale na pewno nie małe. Mknęliśmy jak szaleni. I właśnie na tym zjeżdzie pobiłem swój rekord prędkości,i od tej chwili wynosi on 68,13 km/h
Zapewne można było pocisnąć więcej bo warunki temu sprzyjały ale strach zaglądał w oczy a klocki z każdą minuta hamowania zamieniały się w sypki pył.. Tak wiec rozsądek zwyciężył.:)
Po tak cudownym zjeżdzie jak to w górach czekał nas już kolejny podjazd, czyli Korenov.
Dla mnie był on bardziej wymagający, bardziej stromy (zapewne Marek na ten temat mógłby cos więcej powiedzieć ) a widoki z tego miejsca czy tez z tego podjazdu były cudowne.



Peleton troszeczkę się rozciągnął ale przy każdym wątpliwym rozjeżdzie czekaliśmy na siebie. Potem robiliśmy chwilkę przerwy i ruszaliśmy dalej. Trzeba przyznać że jazda w górach to nie popierdułka trzeba dawać z siebie dużo a nawet jeszcze więcej nawet gdy się jedzie tak jak my na tym właśnie podjeżdzie około 10 km/h a czasami nawet w granicy 8 km/h i tak przez wiele kilometrów. Osiągnięta wysokość tym razem to 770 mnpm.
Z Korenova do Nova Ves równaliśmy tętno :) aż do moment gdy napotkaliśmy starszego pana który pomykał jak młodzieniaszek :)
Coś we mnie pękło zresztą nie tylko we mnie, bo i Sławka cos ruszyło. Więc ruszyliśmy za nim. Chłop dawał ostro, ale daliśmy radę. Więc go doszliśmy i uczepiliśmy się jego koła. Na nasze szczęście dobrze że odbił w lewo gdzieś na jakiś szlak bo chyba bym wyzionął ducha.
Ale że byliśmy już na fazie wznoszącej pomknęliśmy dalej aż do Jablonec.
Zatrzymaliśmy się na przystanku busa i czekamy na chłopaków. Tylko że czekamy i czekamy a ich ni ma :)
Jak się okazało pojechaliśmy o jeden most za daleko :):)
Tak więc nawrót i ostry podjazd z powrotem do miejsca gdzie pożegnaliśmy się z cyklista czeskim. Właściwie to było miejsce w którym rozpoczynał się nasz szlak.
Skoczyliśmy jeszcze zobaczyć skąd wyplywa Nysa



I z powrotem w drogę.
Jako że nie mieliśmy dokładnej mapy szlaku po czeskiej stronie Gadzik zaproponował jakiś skrót. Mały kawałek główna droga :) wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że to ekspresówka ;):)
Uszy już bolały od klaksonów :) ale co się nie robi dla skrótu.:):) a jeszcze dla większego pecha Marek złapał flaka.
Gadzik jako złota rączka pomagał Markowi kleić dętkę prawie na środku drogi :):) a my między wijącymi się drogami na kawałeczku zielonej wysepki czekaliśmy na nich. Oj mieliśmy szczęście że nie natrafiliśmy na policjantów.




Po naprawie roweru postanowiliśmy czym prędzej poszukać zielonego szlaku i już w spokoju kontynuować nasza podróż.
Właściwie do granicy Niemieckiej nic się już nie wydarzyło. Czas szybko upływał a wraz z nim żegnała nas dobra słoneczna pogoda i witał się z nami niemiecki deszcz. Deszcz który już nam nie odpuścił aż do końca dzisiejszej podróży czyli Zgorzelca.
Jedyna rekompensatą 40 km dystansu w deszczu były malownicze widoki traski która ciągnęła się tuz przy samej Nysie. Szkoda tylko że ciągle lało i nie mogłem robić zdjęć.
To jest jedno z niewielu



Na domiar złego złapałem jeszcze w tych strugach deszcze i błota flaka :) sama przyjemność. Ubabrany w smarach ociekający błotem i polewany na bieżąco deszczem, dosłownie raj życ nie umierac.:):)
Dobrze że do Zgorzelca było już nie daleko.
Dotarliśmy na miejsce około godziny 20.30 a więc mieliśmy jeszcze tylko pół godziny do zamknięcia sklepu. Umorusani w błocie i deszczu ale szczęśliwi. Część poszła robić zakupy a ja meldowałem całą ekipę w Domu Turysty na ul.Partyzantów. Lokal może nie jest 5 gwiazdkowy ale czysta pościel ciepła woda czy koc dla niektórych :):) to w końcu to co nam było potrzebne a nawet bardzo potrzebne i to w niezłej cenie bo 35 zł za łeb.
Teraz jeszcze tylko kąpiel i jedzonko. A na jedzonko poszedłem z Pawłem i Markiem obok hotelu .Lokalik ciekawie zrobiony, muza fajnie grała jedzonko smaczne i nie drogo. Bo za sporego schaboszczaka z ziemniakami i surówkami zapłaciłem 22 zł +7 :) browarek :):)
Najedzeni i opici wróciliśmy do pokoju hotelowego do kolegów wypić jeszcze jakieś piwko i pogadać o przygodach mijającego dnia.
Oczy szybko zrobiły się ciężkie i czas było iść spać.
  • DST 135.00km
  • Czas 06:50
  • VAVG 19.76km/h
  • VMAX 68.13km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 lipca 2011

Wyjazd do Szklarskiej Poreby.

Czas rozpocząć przygodę.
Moja przygoda z rowerem trwa już od jakiegoś czasu ale ostatnie zawirowania w pracy pozbawiły mnie zażywania przyjemności z dwóch kółek aż przez dwa miesiące. A więc forma troszkę podupadła.
Plany jeszcze z kwietnia były bardzo ambitne. Choćby Hel czy wjazd na Śnieżkę.
Ale tylko na planach pozostało. Tym bardziej taki spontan zaproponowany przez Gada poruszył mnie az do kości :) Oczywiście obawiałem się czy dupa wytrzyma w siodle czy nogi pokręcą tak jakbym chciał ale wola towarzyszenia wybornym rowerzystom była większa niż zdrowy rozsądek.
A więc.
28-07-2011 o godzinie 21.20 wyjechałem z domku na dworzec główny w Szczecinie aby dołączyć do grupy czubków którym zachciało przejechać się trasą Oder- Neise- Radweg.
A byli to organizator-Gad oraz jego towarzysze czyli Gryf, Paweł,Marek.Sławek i Jurektc.



Pociąg mieliśmy o 22.50 do Wrocławia. Na podkreślenie wagi wycieczki przyjechał na dworzec sam ojciec Misiacz żeby pomachać nam na pożegnanie.





Zapakowaliśmy się do przedziału rowerowego prawdę powiedziawszy bardzo małego bo tylko na trzy rowery, ale jakoś daliśmy radę i szczęśliwi posadziliby dupska w fotelach.
Podróż troszkę się ciągnęła chyba dla tego że każdy był podekscytowany i nie mógł zasnąć.
Ale w końcu zaczęło nas łamać na sen i to w momencie jak dojeżdżaliśmy do Wrocławia. Z tego co pamiętam byliśmy tam około 4.00 a do następnego pociągu mieliśmy jeszcze 1,5 godziny czasu. Tak więc Gryf odpalił GPS co byśmy trafili z powrotem na pociąg i ruszyliśmy na stare miasto we Wrocławiu.
Zaskoczenie trzeba powiedzieć szczerze, było nasze ogromne, z uroku tego miasta. Widać że te miasto żyje i się rozwija.





Pokręciliśmy się z godzinkę po starym mieście i już trzeba było wracać.
Mieliśmy obawy że pociąg do Szklarskiej Poręby Górnej z Warszawy będzie przepełniony i będziemy mieli problemy z zapakowaniem naszych rowerków ale jak się póżniej okazało obawy były nie potrzebne ponieważ skład był dość rozbudowany a miejsca wolnego dostatek.
Przedział rowerowy był i to prawie pusty. Prawie bo stał tam tylko jeden rowerek chłopaka który jechał do Jeleniej Góry. Tak więc spokojnie się zapakowaliśmy i czym prędzej rozłożyliśmy się jak śledzie na kanapach i poddaliśmy się zmęczeniu.
Większą część traski przespaliśmy. Gdzieś około 9.00 Adrian zarządził pobudkę i gdy otworzyliśmy oczy za oknami pojawiło się piękne słoneczko a wraz z nim cudowne widoki Karkonoszy. Szlak kolejowy ciągnie się równolegle do pasma górskiego i jak na wyciągnięcie ręki ukazują się śnieżne kotły. Widok przecudowny Zresztą sam szlak kolejowy niczym z bajki przebija się przez tunele wąwozy czy zarośla które porosły czy raczej zarosły tory. W końcowej fazie dojazdu do Szklarskiej widoki zapierają dech w piersi.
No dobra ale nie przejazd kolejowy był naszym celem wyprawy tylko wyprawa rowerowa która właśnie teraz rozpoczynamy.
  • DST 5.34km
  • Czas 00:13
  • VAVG 24.65km/h
  • VMAX 39.49km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Author
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl